Archiwum bloga

'' Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy. ''~ Rick Riordan

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział I

Pierwszy rozdział... mam nadzieję, że Wam się podoba. Komentujcie! :D

Rozdział I

Dzień był słoneczny, ale mnie to nie obchodziło. Siedziałam na parapecie w szkole i ciągle myślałam o czarnowłosym chłopaku, którego wciąż widziałam. Ostatnio wiele się w moim życiu zmieniło. Bardzo dojrzałam i stałam się poważniejsza niż ktokolwiek inny z mojego rocznika- tak stwierdził mój przyjaciel Tommy. Wiem o mnie wszystko, tak jak on o mnie. Kiedyś jak chciał się przypodobać takiej dziewczynie z innej klasy, pomalował włosy na niebiesko, bo dziewczyna oglądała ' anime '. Został za to zawieszony, a i tak nie udało mu się skraść serce dziewczyny.
Potem chodził kilka tygodni załamany, a ja się z niego śmiałam. Mimo tego wszystkiego, zawsze możemy na siebie liczyć. Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Teraz chciałam żeby się ode mnie odczepił. Czasem to naprawde wkurzało mnie, że nie dawał mi chwili wytchnienia. Gdy mu to wytykałam, albo na niego krzyczałam żeby się odwalił, on robił słodką, niewinną minę i udawał, że nie wie o co chodzi. Teraz też tak było.
- Pójdziemy gdzieś się przejść?- zapytał, gdy podszedł do mnie.
- Nie mam ochoty.- warknęłam. Nie mogłam się na niczym skupić, bo wciąż myślałam o tamtym chłopaku.
- No chodź, będzie fajnie. Chyba nie zamierzasz tu tak cały czas siedzieć.- odparł.
- Ja naprawde nie moge. Musze...- zmyśliłam- Muszę sie uczyć.
- Ty?! Uczyć się?!- prawie się roześmiał.- Oh prosze cie. Nie rozśmieszaj mnie.
Miałam ochotę mu urwać tą zarozumiałą głowę. Zawsze się złościłam, gdy ktoś mnie wyśmiewał, bo nie mogę się dobrze uczyć i pójść na dobrą uczelnię. To że miałam dyslekcje i ADHD dla wszystkich automatycznie stawałam się utrapieniem i przeszkodą nie do pokonania. Ale to był mój najlepszy przyjaciel. Wyśmiał mnie, bo chciał mi poprawić humor. Dlatego uspokoiłam nerwy i po chwili rzekłam.
- Dobra, pójde z tobą.
- Świetnie! A więc gdzie? Do kina, parku, do galerii?- zapytał rozentuzjazmowany.
- Chodźmy do paru.- wykonałam znany przez nas gest. Wyciągnęłam ręce do przodu i pokazałam palcami tak jakbym kadrowała do ujęcia. To oznaczało, że musimy pogadać w naszym tajnym miejscu. Park był ogromny. A z zachodniej części wychodził las. W głębi był nasz kąt.
Gdy przyszliśmy na miejsce usiedliśmy na trawie. Musiałam się od niego czegoś dowiedzieć. Coś o czym jeszcze nie wiem.
- Pamiętasz jak oglądaliśmy horror?- zaczęłam. Kiwnął niechętnie głową.- Strasznie się wtedy bałeś i nie chciałeś tego oglądać. Poszedłeś się umyć. Ale nie miałeś piżamy, bo zapomniałeś. Kiedy chciałam Ci dać mojego taty z krótkimi nogawkami ty jakby spanikowałeś i powiedziałeś, że musisz iść do domu. Potem unikałeś mnie przez tydzień jak ognia. Nie chodziłeś ze mną nigdy na basen. Gdy byliśmy na imprezie na plaży i wszyscy wskakiwali, a ty nie. Nigdy nie byłam u Ciebie w domu. Gdzie ty w ogóle mieszkasz? Moge się chociaż tyle dowiedzieć? Nie widziałam twoich rodziców. Kim oni są? Masz ich w ogóle? Pamiętaj, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i możesz mi powiedzieć wszystko.- skończyłam. Tommy się strasznie zakłopotał.
- Wiesz, chyba jednak powinniśmy się pouczyć na ten test. On jest bardzo
 ważny.- odwrócił wzrok.
- Tommy. Czego mi nie mówisz?- zapytałam z załzawionymi oczami. To było na pokaz. Ale żeby cokolwiek wydusić z mojego najlepszego przyjaciela musiałam się albo rozpłakać albo dać mu coś słodkiego. Tym razem jednak to nie podziałało.
- Muszę iść do domu.- poderwał się. Podniosłam się razem z nim.
- Czemu?- spytałam podejrzliwie.
- Posłuchaj, rozumiem, że hormony Ci buzują jak na czternastolatkę troche za mocno, ale naprawde muszę iść.- poczułam się urażona.
- Oh a ty za to, idealny siedemnastolatek! O co Ci w ogóle chodzi?!- zaczęłam wrzeszczeć.- Jesteś troche starszy to możesz się uważać za nie wiadomo kogo?!
Mam Cie dość!- powiedziałam, odwróciłam się na pięcie i pognałam do auta. Kiedyś się w nim zakochałam. Jeszcze zanim się zaprzyjaźniliśmy. Chodziłam za nim wszędzie. W końcu mnie zauważył i gdy wracał z kina zaczaił się na mnie obok kina. Skończyło się tak, że gdy rozglądałam się za nim on przyciągnął mnie za kurtkę, mocno objął i namiętnie pocałował. Potem powiedział jak ma na imię. Wciąż pamiętam jego namiętny i troskliwy głos. Przy nim czułam się bezpieczna.
- Tommy.- odparł.- Mam na imię Tommy.
- Samanta.- odpowiedziałam. Wróciliśmy razem do domu i od tej pory chodziliśmy. Potem nam nie wyszło i zostaliśmy przyjaciółmi na zawsze. Przynajmniej tak nam się wtedy wydawało. Teraz przez jeden sekret nasza przyjaźń została zerwana.
- Sam! Zaczekaj!- krzyknął za mną.
- Nie chce cie znać!- wrzasnęłam i pobiegłam w drugą stronę niż do samochodu. Zawsze jechałam z nim. Teraz przecież nie mogę.- Zostaw mnie.- powiedziałam cicho, ale na tyle głośno, że usłyszał.
- To... daj mi kluczyki.- powiedział. Ah, no tak. Zawsze mi dawał kluczyki, bo sam gubił. Kiwnęłam przecząco głową, a on chyba wiedział, że to moje ostatnie słowo.
- To ja lece. Ide do domu. Pa.- pożegnał się, jakby nic się nie stało i machnął ręką na pożegnanie. Nie zamierzałam dać za wygraną. Gdy się oddalił pobiegłam za nim. Po około 30 minutach zobaczyłam dużą bramę, a właściwie dwa duże totemy, a na górze napis po grecku: ' Obóz półkrwi '. Nie wiem jak to przeczytałam. Tommy przeszedł już przez bramę, a po drodze przywitał się ze smokiem owiniętego wokół sosny. Niewierze.- pomyślałam. Wyglądało to dokładnie jak w książce. Spojrzałam na smoka. Myślałam, że mnie zaatakuje, lecz on tylko kiwnął głową i dalej poszedł spać. Weszłam bardzo szybko do obozu. Zobaczyłam coś niesamowitego. Pawilony, duży niebieski dom wyglądający jak farma, jezioro, arenę, ścianę wspinaczkową z lawą, strzelnicę, drewniane stoły jak na piknikach dla rodzin, las i pola truskawkowe. Już wiedziałam gdzie jestem. Byłam w Obozie Herosów z mojej ulubionej książki. Kiedy ocknęłam się już z zachwytu pobiegłam za Tommy'm. Wszyscy mieli tu pomarańczowe koszulki z napisem Obozu Herosów, a wokół polów truskawek biegali weseli satyrzy. Gdy dotarłam do Wielkiego Domu szybko skryłam się za ścianą, bo w tej chwili na taras wyszedł Tommy z mężczyzną na białym koniu. Nie... on nie był na koniu, on BYŁ częścią konia. Chejron- pomyślałam w jednej chwili. Chejron był centaurem, półkoniem półczłowiekiem. Był nauczycielem w Obozie.
-... ale jeszcze nie wiemy do końca czy nie jest śmiertelniczką.- z pewnością mówili o mnie.- Zresztą jak jest to nie tylko straciliśmy cenny czas, ale też mógłbyś już znaleźć co najmniej dziesięciu innych Herosów.
Ja śmiertelniczka?!- pomyślałam ze złością. Nigdy w ten sposób o sobie nie myślałam. Ale... jeśli weszłam do tego Obozu na pewno nią nie byłam. Gdy już miałam wyjść i im się pokazać nadepnęłam na gałązke. Tommy momentalnie spojrzał w tę strone.
- Słyszałeś?- spytał Chejrona. Zastygłam bez ruchu, aby nie wykonać jeszcze jednego błędu.
- Ale co?- spytał mężczyzna. Tommy jeszcze raz spojrzał w moją stronę po czym odwrócił wzrok i mruknął: ' Nic.' Gdy wrócili do środka, pędem pobiegłam do lasu. Ludzie patrzyli się na mnie jak na dziwaczke, ale pomyśleli, że jak jestem od nich to nic ważnego i odwracali wzrok wracając do swoich zadań. Wbiegłam do lasu i pobiegłam na pagórek. Biegłam co tchu, aż dotarłam na skały. Była tam jaskinia, ale nie odwarzyłam się tam wchodzić. Usiadłam na zimnym kamieniu. Pomyślałam co się dziś wydarzyło. Straciłam najlepszego przyjaciela, który okazał się być satyrem, dowiedziałam się, że jestem heroskom i że Tommy tak na prawde nie przebywał ze mną tyle czasu, bo mu na mnie zależało tylko dla tego, że musiał. Był na mnie skazany. Ale skoro jestem herosem to musze mieć boskiego rodzica. Pomyślmy. Zeus, nie bo nie lubie latać samolotem i mam potem torsje. Posejdon, lubie wode, ale nie umiem pływać. Hades, cóż... nie jestem otwartą osobom, ale raz gdy byłam pod ziemią w kopalni u taty, strasznie panikowałam i płakałam. Po protu panicznie się bałam. Potem spadła na mnie kupa gruzu i cudem uszłam z życiem. Atena, na pewno nie. Jestem po prostu beznadziejna w uczeniu się, a moją jedyną dobrą oceną jest jedna piątka z historii ze Starożytnej Grecji. Po czym i tak pani powiedziała, że na pewno ściągałam. Tak to same dwójki i jedynki, czasem nawet trójki. Afrodyta, na pewno nie! Nie jestem ładna i zachowuje się jak chłopak, zdaniem innych. Hefajstos, nie! Ja potrafie niszczyć, a nie tworzyć. Apollo, jestem beznadziejna w tworzeniu wierszy, śpiewaniu i tak dalej. Artemida, nie, ona nie ma dzieci. Dionizos, chyba nie. Raz po wypiciu kieliszka wina wymiotowałam przez kilka godzin. Demeter od razu wykluczyłam, bo przyroda mnie nie lubi. Persefona to samo. Hermes, nienawidze podróżować. Potem mam jakąś grype czy inną chorobę przez którą jestem przykuta do łóżka, gdy inni się bawią. Ares, raczej też nie. Nie jestem agresywna. Hestia, ona jest łagodna i spokojna, a jak już napomniałam ja wręcz przeciwnie. Ale skoro nie jestem dzieckiem żadnego z bogów to kim? Zachciało mi się płakać. Może jakimś potworem. Dzieckiem cyklopa lub stwora z Tartaru. Z zadumy wyrwał mnie dziewczęcy głos.

2 komentarze: