Archiwum bloga

'' Wojna to obowiązek. Jedyny prawdziwy wybór to zaakceptować to lub nie i wiedzieć, o co się walczy. ''~ Rick Riordan

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział III

Podoba Wam się? Nie miałam weny, więc strasznie się męczyłam nad tym rozdziałem. :/A jak nawiązanie do przeszłości? Wyszło mi? ;)))

Rozdział III


Mogłam się spodziewać, że to będzie pułapka. Niestety mój mózg nie jest zaprojektowany na szybkie myślenie. Pierwsza moja myśl biegła do kuchnie, ale serce podpowiadało, żeby iść do sypialni rodziców. Oczywiście serce wygrało i pognałam pędem do sypialni. Mimo, że mówiłam że nienawidzę ich, teraz zrobiłabym wszystko aby byli cali i zdrowi w domu. Wbiegłam do sypialni i zobaczyłam coś co mnie zamurowało. Rodzice kochali porządek, a teraz pokój wyglądał tak jakby przeszedł przez niego huragan i trzęsienia ziemi. Nie było miejsca na podłodze w którym nie byłoby podartych jedwabnych sukienek mamy i czarnych garniturów taty. Szafy i łóżko były zniszczone i w drobnych kawałkach rozprowadzone w różnych częściach po pomieszczeniu. Rozległ się kolejny krzyk. Odwróciłam się i pobiegłam do kuchni. Było podobnie jak w salonie. Wszystko nie na swoim miejscu. Z mojego gardła wydobył się zduszony krzyk. Moja mama leżała bezwładnie na podłodze. Z jej głowy leciała strużka krwi, a ręka była wygięta pod dziwnym kątem. Tata był w trochę lepszym stanie. Walczył z czymś co wyglądało jak taki posążek demona ze skrzydłami ze muzeum. Tylko, że wydawałoby się, że to było kobieta. Tata odwrócił się w moją stronę. Spostrzegłam w jego oczach strach i niepewność. Zaraz potem usłyszałam jak z jego gardła wydobywa się krzyk.
- UCIEKAJ!- tym razem zobaczyłam jak uczucia zmieniały jego twarz. Raz był zły, a raz opiekuńczy. W jego oczach dostrzegałam już tylko stanowczość.- NATYCHMIAST!Zalana łzami nie miałam wyjścia musiałam uciekać. Wybiegłam przez drzwi frontowe.
Gorączkowo wyjęłam telefon, żeby zadzwonić do Tommy'ego.
- Halo?- odezwał się głos w słuchawce.- Sam?
- Tommy! Proszę, pomóż.- zaczęłam płakać do słuchawki.- Ratuj mnie!
- Sam? Co się stało?- zapytał zaniepokojony.- Gdzie jesteś?
- Weszłam do domu i tam byli rodzice, ale nie sami. Było tam coś..... jakiś stwór. Mama była nieprzytomna i ranna...- mój głos się załamał.- A... tata usiłował walczyć z tym czymś.
- Już jadę. Ale gdzie jesteś?- powtórzył pytanie.
- Obok domu moich rodziców.- załkałam.
- Dobrze. Ale musisz iść w moją stronę, w lewą stronę. Nie możesz tam zostać, rozumiesz? Jeśli ten potwór tam jeszcze jest to nie możesz tam zostać.- powiedział.
- Pośpiesz się proszę.- szepnęłam i się rozłączyłam. Spojrzałam w prawo, a potem w lewo. Nie wydaję się, żeby ' to coś ' miało pomoc. Pójście w lewo nie okazało się dobrym pomysłem. Wszędzie były dziury. Oczywiście wpadłam w jedną z nich. Świetnie.- pomyślałam.- Nie dość, że jestem zmęczona to jeszcze mam skręconą kostkę.
Cały czas popłakiwałam. Wstałam ostrożnie i zaczęłam kuśtykać, ale nie przestawałam mimo strasznego bólu. Chciałam się znaleźć jak najdalej od tego stwora, który zaatakował moich rodziców. Było bardzo ciemno, a w stronę w którą szłam zaczęło jaśnieć. Niemożliwe, żeby to było słońce. Oślepiło mnie, gdy przejeżdżał obok mnie. Samochód, ale to nie był Tommy. Myślałam, że szłam już od kilku godzin. Ile on może jechać?! Prawie wymiotowałam z wysiłku. Chciałam się stąd wydostać, i to jak najszybciej. Upadłam na ziemię. Było strasznie zimno. Wiedziałam, że tamten stwór mnie już nie goni, ale nie mogłam się teraz zatrzymać. Znów zaświeciło, ale tym razem to było stare Volvo Tommy'ego. Najwyraźniej mnie zauważył, bo zwolnił i w końcu się zatrzymał przede mną. Prawie wbiegłam do samochodu. Uścisnęłam go i wyjaśniłam co się dzieje. Potem płakałam przez całą drogę do Obozu. Tommy chciał tam wrócić, ale ja nie dałabym rady. Bałam się. Byłam wykończona, gdy dojechaliśmy.
- Sam...- powstrzymał mnie przed zaśnięciem.- Wiesz... ludzie w Obozie, których poznałaś będą Cie pamiętać. Bo nie zdążyłem podać im pewnych środków. Wybacz.
- Ni... Niem... Niema sprawy.- drżałam z zimna. Chciałam jak najszybciej się znaleźć w Domku Hermesa. Zaczęło już świtać, gdy weszliśmy do Obozu. Od razu skierowałam się do pawilonów, ale Tommy mnie powstrzymał i zaniósł mnie do domu, który wyglądał jak farma. Powiedział, że Chejron musi mnie obejrzeć. Zresztą nie miałam siły się z nim sprzeczać, więc po prostu się zgodziłam. Gdy mnie doniósł byłam już na krańcach wytrzymałości. Zostawił mnie przed wejściem, a sam wbiegł do domu, żeby obudzić opiekuna. Głowa mi opadała, chciało mi się spać, ale wiedziałam, że jeszcze nie pora. Wrócił Tommy, a za nim kroczył centaur.
- Co się stało, dziecko?- zapytał rozespany i zatroskany.
- On... był tam i moi rodzice...- znów rozpłakałam się jak dziecko.
- Cicho.- uspokoił mnie.- Już dobrze, jesteś bezpeczna.
Wiedziałam, że nic nie jest dobrze. Zresztą on też, ale mówił na tyle pewnym głosem, że byłabym w stanie uwierzyć. Oczywiście gdybym sama tego nie zobaczyła. Wsadzili mnie na jego grzbiet i wnieśli do domu. Kroki Chejrona były tak niewyczuwalne, że zasnęłam na jego grzbiecie.
 Od kilku tygodni męczyły mnie koszmary, oczywiście czemu dziś miałoby być inaczej?

Byłam w czerwonej komnacie, wydało się że ściany są z płomieni, bo tańczyły w rytm wiatru. Zapach też mówił sam za siebie. Śmierdziało tu siarką, tak mocno że chciało mi się wymiotować. Było też strasznie gorąco. Dym nad tym pomieszczeniem był ogromny, a ja nie mogłam się ruszyć, aby stąd uciec. Wróciły wspomnienia.
Znalazłam się w innym miejscu. Byłam w małym pokoju dla noworodka. Było tak małe łóżeczko, szafki, prawdopodobnie na dziecięce ubrania i różne zabawki. Różowo- niebieskie ściany wyglądały jakby dopiero je pomalowano, a biały dywan był puchaty. Na łóżeczku coś się poruszyło. Podeszłam ostrożnie, ale jedyne co na nim było to malutki bobas. Sądząc po różowej piżamce i kokardce na włosach była to przeurocza dziewczynka. Nagle światło przygasło, a śpiąca dziewczynka zaczęła być lekko niespokojna. Poczułam chłód i wiedziałam, że coś ' mrocznego ' się zbliża. Chciałam zabrać dziecko i uciec z tego pokoju, ale nie mogłam się ruszyć. Usłyszałam trzask i jak ktoś dyszy. Próbowałam się odwrócić, ale to nic nie dało. Chwilę później moim oczom ujawił się mroczny cień mężczyzny. Chwilę później zapłonął ogień. Cień podpalał wszystko co się dało: szafki, drewniane zabawki, firanki, a nawet łóżeczko na którym była mała dziewczynka. Usiłowałam się ruszyć, aby powstrzymać ogień, albo chociaż uciec z dzieckiem, które teraz było wybudzone i płakało. Ale mogłam tylko patrzeć. Tego kogoś już nie było. Nagle wbiegł mężczyzna, czarne włosy, około trzydziestki. Spojrzał z przerażeniem na ogień, który był już praktycznie wszędzie, a potem zabrał dziecko mimo tylu oparzeń, które zadały mu płomienie liżące kołyskę. Odwrócił się z dziewczynką na rękach, ale korytarz też był w płomieniach. Facet najwyraźniej się tym nie przejął, bo skoczył w płomienie, chroniąc bobasa swoim ciałem. Potem wizja znów się zmieniła. Byłam w szpitalu i stałam obok łóżka z człowiekiem, tak poparzonym, że w ogóle nie było widać że to człowiek. Pomyślałam, że to ten, który uratował to biedne dziecko. Gdy tylko to sobie uświadomiłam jego tętno zaczęło spadać, aż w końcu było słychać maszynę, która powiadomiła że mężczyzna już nie żyje. Po policzku poleciała mi łza. Chwilę potem znalazłam się przed ogromnym domem, a przede mną była kobieta trzymająca to maleństwo w ramionach oraz dwójkę dorosłych, których rozpoznałam od razu. To byli moi rodzice, ci którzy się mną nie interesowali i ci którzy prawdopodobnie poświęcili siebie, aby mnie ratować. Już wiem kim była ta malutka niewiasta. To byłam ja, a ten mężczyna który umarł to był mój prawdziwy tata. Nie wierzyłam w to co widzę. Ale dlaczego ktoś chciał mnie zabić? Tego nie wiedziałam, ale raczej nie bez powodu ktoś mi pokazał tę chwilę.
Z koszmaru wyrwał mnie dudniący głos.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział II

Witajcie Herosi! Wybaczcie, że ten rozdział jest krótki, ale mam chwilowy zakaz dostępu do komputera i nie mogę pisać, przez zbyt dużą ilość jedynek w dzienniku elektronicznym. :/
Teraz będe mogła pisać tylko w weekend więc spodziewajcie się kolejnego rozdziału w niedziele. ;c


Rozdział II

- Nie martw się. Twój boski rodzic jest bardzo potężny.- odwróciłam się i zobaczyłam rudowłosą dziewczynę.- Oh przepraszam, jestem Rachel Elizabeth Dare, wyrocznia.
Uśmiechnęła się.
- Samanta, ale mów mi Sam.- odwzajemniłam uśmiech.
- Miło mi Cię poznać Sam.- podała mi rękę.- Nie wybrana. Wiem, że czujesz że do żadnego boga nie pasujesz, ale tak nie jest. Ja czuje, że od Ciebie bije potężna moc. Więc twój rodzic też musi być potężny. Na pewno to jeden z dwunastu głównych bogów.- powiedziała,gdy usiadła obok mnie.
- Rozumiem.- mruknęłam. Po chwili milczenia usłyszałyśmy dzwon. Rachel poderwała się krzyknęła coś w stylu: ' Kolacja! ', złapała mnie za ręke i pociągnęła do pawilonu jadalnego. Zaprzeczałam i opierałam się, ale rudowłosa istota była ode mnie znacznie silniejsza. Gdy dotarłyśmy na miejsce także siłą usadziła mnie przy jednym ze stolików.
- Hermesa- szepnęła do mnie, zachichotała i pobiegła do stolika, gdzie siedział Chejron i Tommy. Cholera!- krzyknęłam w duchu. Gdy mnie zobaczy mogą mnie nawet stąd wyrzucić. Przestałam się tym przejmować zaraz po tym jak przypomniałam sobie, że podczas posiłku Tommy zajmuje się tylko jedzeniem. Przy kolacji poznałam wspaniałych ludzi. M.in. grupowych, Connora i Travisa, zabawnych i przystojnych bliźniaków. Ciągle się śmiałam. Potem poszliśmy do 11 domku, czyli domku Hermesa. Jedna szesnastoletnia dziewczyna pożyczyła mi piżamę. Tyle, że to nie była typowa piżama. Były to krótkie spodenki i sportowy biustonosz, który o dziwo na mnie pasował. Gdy go założyłam Connor powiedział, że mam seksowny brzuszek. Był płaski i lekko umięśniony. Lecz myśle, że nie chodziło mu tylko o mój brzuch. Potem gdy chciałam się położyć na podłodze Travis zaproponował mi, żebym wzięła jego łóżko. Podziękowałam, ale on nalegał więc za drugim razem nie odmówiłam. Natomiast, gdy jego brat zobaczył, że się kłade, szybko podbiegł do łóżka na którym leże i położył się obok mnie. Zaśmiałam się i próbowałam go zepchnąć dla zabawy, ale nie dał się. Przeszedł pod ścianę. Odwróciłam się od niego i położyłam się na boku. On objął mnie jedną ręką i położył dłoń na moim brzuchu. W tym samym momencie wszedł Travis i gdy zobaczył mnie i Connora zrobił zdziwioną minę na co zaśmiałam się ostatni raz. Odwróciłam się w stronę Connora, co go wyraźnie zaskoczyło, i przytuliłam się do niego. Potrzebowałam bliskości innego człowieka. On objął mnie i tak zasnął. Ja nie zamierzałam spać. W nocy chciałam odejść z Obozu zanim Tommy mnie zobaczy.
Na zegarze wybiła dwunasta. Było strasznie ciemno. Lekko senna sprawdziłam jeszcze raz czy Connor już śpi. Jego oddech był równomierny i spokojny. Wciąż mnie obejmował więc lekko uniosłam jego ręke i położyłam obok. Szybko się ubrałam. Gdy miałam wychodzić spojrzałam jeszcze raz na ludzi, których dziś poznałam. Odwróciłam i wpadłam na szafkę. Coś spadło i chyba się rozbiło, bo usłyszałam trzask. Szybko spojrzałam na dzieci Hermesa, ale chyba się nie obudzili. Podniosłam ową rzecz i z ulgą stwierdziłam, że jest cała. Gdy wychodziłam za sobą usłyszałam głos:
- Sam?- spytał zaspany Connor. Najwyraźniej musiałam go obudzić i poczuł, że już mnie obok niego nie ma.- Gdzie idziesz?
- Musze stąd odejść, bo na razie nie powinnam tu być.- podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.- Ale niedługo wrócę. Do zobaczenia.
Mruknął coś na pożegnanie i położył się spać. Wyszłam powoli z domu, a potem co sił w nogach pobiegłam do bramy, przez którą tu weszłam. Gdy byłam już w połowie jakaś ciemna postać zagrodziła mi przejście.
- A ty gdzie się wybierasz?- spytał. Znałam ten głos.
- Ja...- zakłopotałam się.- Przepraszam, nie chciałam Cię śledzić. Naprawde mi przykro, Tommy.
- Jasne.- prychnął.- Dobra... i tak miałaś się tu znaleźć. A teraz przynajmniej wiemy, że jesteś heroską.
Uśmiechnął się. Co prawda nie widziałam tego, bo było zbyt ciemno, ale to czułam.
Podbiegłam do niego i przytuliłam się. On objął mnie ramieniem i staliśmy tak dłuższą chwilę. Potem powiedział z rozbawieniem.
- Widzę, że poznałaś już Connora i Travisa.
- Tak.- powiedziałam, gdy się od niego odkleiłam.- Oni są super.... ale skąd ty to wiesz?- zapytałam zdziwiona.
- Wiesz... śmierdzisz zepsutą kanapką i nie trudno zauważyć na twojej głowie, że masz na czubku niebieskie włosy.- parsknął śmiechem.- Myłaś głowę ich szamponem?
- Uh... zabije ich.- żartobliwie pogroziłam. A potem razem się już śmialiśmy.
- Dobrze, odwiozę Cie do domu.- powiedział w końcu. Wyjął kluczyki od samochodu, które jakimś cudem znalazły się u niego.
- Ale... czemu?- zapytałam zdziwiona.- Przecież skoro jestem potwierdzoną heroską i ty o tym wiesz... To czemu nie mogę zostać?
- Bo Chejron jeszcze nie wie. A zresztą Pan D. też nie.  Bardzo by się zdenerwował, gdyby dowiedział się, że jest tu heros, który jeszcze nie powinien tu być.- wyjaśnił.- A poza tym, wiesz jak o Ciebie się martwią rodzice? Pewnie umierają ze strachu o Ciebie.
- Wątpię.- mruknęłam, ale Tommy udawał, że nie słyszał. Taka była prawda. Moi rodzice mieli mnie gdzieś, a on to dobrze wiedział. Kiedyś jak kupili mi na dziewiąte urodziny komókę i to jeszcze przez pośrednika, płakałam dzień i noc. Było mi strasznie żal, że rodziców nie było w domu. Wtedy uciekłam z domu. Po trzech tygodniach rodzice wrócili z Egiptu i nawet się nie przejęli, że mnie nie ma. Jak pokojówka powiedziała im to, że od miesiąca mnie nie ma w domu to tylko kazali jej mnie szukać. Byli zbyt zajęci pracą, żeby się przejąć własnym dzieckiem. Dwa dni potem policja przywiozła mnie całą przemoczoną i przemarźniętą. Moja mama udawała, że się o mnie troszczy i mnie ten jeden raz przytuliła na pokaz. Potem kupowali mi wszystko to co chciałam. Jak miałam dwanaście lat poprosiłam o tabletki dla mężczyzn na erekcję dla żartu, a tata mi dał swoje. Stanęłam jak wryta, odebrałam je, a potem dałam gołębiom. Nie powiem co potem robiły. Chodziło o to, że rodzice mieli mnie gdzieś.- Ale skoro chcesz to jedźmy już.
Poszliśmy do auta, wsiedliśmy i ruszyliśmy.
- Ale... co jeśli Connor, Travis lub Rachel spytają o mnie Pana D.?- zapytałam zmartwiona.
- O to się nie martw. Nikt nie będzie Cie pamiętać.- powiedział. Chciałam się zapytać jakim cudem, ale zrezygnowałam, bo już nie było sensu się spierać. Jechaliśmy w ciszy. Powoli oczy zamykały się, powieki skleiły się mimo mojej woli. Ze snu wyrwał mnie cichy głos.
- Sam, obudź się. Już jesteśmy.- powiedział. Otworzyłam lekko oczy i spostrzegłam Tommy'ego. Był za kierownicą całą noc. Miał wielkie wory pod oczami i wyglądał jakby miał zaraz zasnąć na stojąco. Otworzył mi drzwi samochodu i odprowadził do drzwi. Mój dom był ogromny, ale czułam się w nim strasznie samotna. Pożegnałam się z Tommy'm i patrzyłam jak odjeżdża. Stanęłam przy drzwiach domu szukając kluczy. W tym momencie usłyszałam straszny wrzask pochodzący z domu. Myślałam, że śnie. Dopiero teraz spostrzegłam, że zamek w drzwiach jest wyłamany. Nie myśląc zbyt dużo wbiegłam do domu, aby ratować rodziców.

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział I

Pierwszy rozdział... mam nadzieję, że Wam się podoba. Komentujcie! :D

Rozdział I

Dzień był słoneczny, ale mnie to nie obchodziło. Siedziałam na parapecie w szkole i ciągle myślałam o czarnowłosym chłopaku, którego wciąż widziałam. Ostatnio wiele się w moim życiu zmieniło. Bardzo dojrzałam i stałam się poważniejsza niż ktokolwiek inny z mojego rocznika- tak stwierdził mój przyjaciel Tommy. Wiem o mnie wszystko, tak jak on o mnie. Kiedyś jak chciał się przypodobać takiej dziewczynie z innej klasy, pomalował włosy na niebiesko, bo dziewczyna oglądała ' anime '. Został za to zawieszony, a i tak nie udało mu się skraść serce dziewczyny.
Potem chodził kilka tygodni załamany, a ja się z niego śmiałam. Mimo tego wszystkiego, zawsze możemy na siebie liczyć. Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Teraz chciałam żeby się ode mnie odczepił. Czasem to naprawde wkurzało mnie, że nie dawał mi chwili wytchnienia. Gdy mu to wytykałam, albo na niego krzyczałam żeby się odwalił, on robił słodką, niewinną minę i udawał, że nie wie o co chodzi. Teraz też tak było.
- Pójdziemy gdzieś się przejść?- zapytał, gdy podszedł do mnie.
- Nie mam ochoty.- warknęłam. Nie mogłam się na niczym skupić, bo wciąż myślałam o tamtym chłopaku.
- No chodź, będzie fajnie. Chyba nie zamierzasz tu tak cały czas siedzieć.- odparł.
- Ja naprawde nie moge. Musze...- zmyśliłam- Muszę sie uczyć.
- Ty?! Uczyć się?!- prawie się roześmiał.- Oh prosze cie. Nie rozśmieszaj mnie.
Miałam ochotę mu urwać tą zarozumiałą głowę. Zawsze się złościłam, gdy ktoś mnie wyśmiewał, bo nie mogę się dobrze uczyć i pójść na dobrą uczelnię. To że miałam dyslekcje i ADHD dla wszystkich automatycznie stawałam się utrapieniem i przeszkodą nie do pokonania. Ale to był mój najlepszy przyjaciel. Wyśmiał mnie, bo chciał mi poprawić humor. Dlatego uspokoiłam nerwy i po chwili rzekłam.
- Dobra, pójde z tobą.
- Świetnie! A więc gdzie? Do kina, parku, do galerii?- zapytał rozentuzjazmowany.
- Chodźmy do paru.- wykonałam znany przez nas gest. Wyciągnęłam ręce do przodu i pokazałam palcami tak jakbym kadrowała do ujęcia. To oznaczało, że musimy pogadać w naszym tajnym miejscu. Park był ogromny. A z zachodniej części wychodził las. W głębi był nasz kąt.
Gdy przyszliśmy na miejsce usiedliśmy na trawie. Musiałam się od niego czegoś dowiedzieć. Coś o czym jeszcze nie wiem.
- Pamiętasz jak oglądaliśmy horror?- zaczęłam. Kiwnął niechętnie głową.- Strasznie się wtedy bałeś i nie chciałeś tego oglądać. Poszedłeś się umyć. Ale nie miałeś piżamy, bo zapomniałeś. Kiedy chciałam Ci dać mojego taty z krótkimi nogawkami ty jakby spanikowałeś i powiedziałeś, że musisz iść do domu. Potem unikałeś mnie przez tydzień jak ognia. Nie chodziłeś ze mną nigdy na basen. Gdy byliśmy na imprezie na plaży i wszyscy wskakiwali, a ty nie. Nigdy nie byłam u Ciebie w domu. Gdzie ty w ogóle mieszkasz? Moge się chociaż tyle dowiedzieć? Nie widziałam twoich rodziców. Kim oni są? Masz ich w ogóle? Pamiętaj, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i możesz mi powiedzieć wszystko.- skończyłam. Tommy się strasznie zakłopotał.
- Wiesz, chyba jednak powinniśmy się pouczyć na ten test. On jest bardzo
 ważny.- odwrócił wzrok.
- Tommy. Czego mi nie mówisz?- zapytałam z załzawionymi oczami. To było na pokaz. Ale żeby cokolwiek wydusić z mojego najlepszego przyjaciela musiałam się albo rozpłakać albo dać mu coś słodkiego. Tym razem jednak to nie podziałało.
- Muszę iść do domu.- poderwał się. Podniosłam się razem z nim.
- Czemu?- spytałam podejrzliwie.
- Posłuchaj, rozumiem, że hormony Ci buzują jak na czternastolatkę troche za mocno, ale naprawde muszę iść.- poczułam się urażona.
- Oh a ty za to, idealny siedemnastolatek! O co Ci w ogóle chodzi?!- zaczęłam wrzeszczeć.- Jesteś troche starszy to możesz się uważać za nie wiadomo kogo?!
Mam Cie dość!- powiedziałam, odwróciłam się na pięcie i pognałam do auta. Kiedyś się w nim zakochałam. Jeszcze zanim się zaprzyjaźniliśmy. Chodziłam za nim wszędzie. W końcu mnie zauważył i gdy wracał z kina zaczaił się na mnie obok kina. Skończyło się tak, że gdy rozglądałam się za nim on przyciągnął mnie za kurtkę, mocno objął i namiętnie pocałował. Potem powiedział jak ma na imię. Wciąż pamiętam jego namiętny i troskliwy głos. Przy nim czułam się bezpieczna.
- Tommy.- odparł.- Mam na imię Tommy.
- Samanta.- odpowiedziałam. Wróciliśmy razem do domu i od tej pory chodziliśmy. Potem nam nie wyszło i zostaliśmy przyjaciółmi na zawsze. Przynajmniej tak nam się wtedy wydawało. Teraz przez jeden sekret nasza przyjaźń została zerwana.
- Sam! Zaczekaj!- krzyknął za mną.
- Nie chce cie znać!- wrzasnęłam i pobiegłam w drugą stronę niż do samochodu. Zawsze jechałam z nim. Teraz przecież nie mogę.- Zostaw mnie.- powiedziałam cicho, ale na tyle głośno, że usłyszał.
- To... daj mi kluczyki.- powiedział. Ah, no tak. Zawsze mi dawał kluczyki, bo sam gubił. Kiwnęłam przecząco głową, a on chyba wiedział, że to moje ostatnie słowo.
- To ja lece. Ide do domu. Pa.- pożegnał się, jakby nic się nie stało i machnął ręką na pożegnanie. Nie zamierzałam dać za wygraną. Gdy się oddalił pobiegłam za nim. Po około 30 minutach zobaczyłam dużą bramę, a właściwie dwa duże totemy, a na górze napis po grecku: ' Obóz półkrwi '. Nie wiem jak to przeczytałam. Tommy przeszedł już przez bramę, a po drodze przywitał się ze smokiem owiniętego wokół sosny. Niewierze.- pomyślałam. Wyglądało to dokładnie jak w książce. Spojrzałam na smoka. Myślałam, że mnie zaatakuje, lecz on tylko kiwnął głową i dalej poszedł spać. Weszłam bardzo szybko do obozu. Zobaczyłam coś niesamowitego. Pawilony, duży niebieski dom wyglądający jak farma, jezioro, arenę, ścianę wspinaczkową z lawą, strzelnicę, drewniane stoły jak na piknikach dla rodzin, las i pola truskawkowe. Już wiedziałam gdzie jestem. Byłam w Obozie Herosów z mojej ulubionej książki. Kiedy ocknęłam się już z zachwytu pobiegłam za Tommy'm. Wszyscy mieli tu pomarańczowe koszulki z napisem Obozu Herosów, a wokół polów truskawek biegali weseli satyrzy. Gdy dotarłam do Wielkiego Domu szybko skryłam się za ścianą, bo w tej chwili na taras wyszedł Tommy z mężczyzną na białym koniu. Nie... on nie był na koniu, on BYŁ częścią konia. Chejron- pomyślałam w jednej chwili. Chejron był centaurem, półkoniem półczłowiekiem. Był nauczycielem w Obozie.
-... ale jeszcze nie wiemy do końca czy nie jest śmiertelniczką.- z pewnością mówili o mnie.- Zresztą jak jest to nie tylko straciliśmy cenny czas, ale też mógłbyś już znaleźć co najmniej dziesięciu innych Herosów.
Ja śmiertelniczka?!- pomyślałam ze złością. Nigdy w ten sposób o sobie nie myślałam. Ale... jeśli weszłam do tego Obozu na pewno nią nie byłam. Gdy już miałam wyjść i im się pokazać nadepnęłam na gałązke. Tommy momentalnie spojrzał w tę strone.
- Słyszałeś?- spytał Chejrona. Zastygłam bez ruchu, aby nie wykonać jeszcze jednego błędu.
- Ale co?- spytał mężczyzna. Tommy jeszcze raz spojrzał w moją stronę po czym odwrócił wzrok i mruknął: ' Nic.' Gdy wrócili do środka, pędem pobiegłam do lasu. Ludzie patrzyli się na mnie jak na dziwaczke, ale pomyśleli, że jak jestem od nich to nic ważnego i odwracali wzrok wracając do swoich zadań. Wbiegłam do lasu i pobiegłam na pagórek. Biegłam co tchu, aż dotarłam na skały. Była tam jaskinia, ale nie odwarzyłam się tam wchodzić. Usiadłam na zimnym kamieniu. Pomyślałam co się dziś wydarzyło. Straciłam najlepszego przyjaciela, który okazał się być satyrem, dowiedziałam się, że jestem heroskom i że Tommy tak na prawde nie przebywał ze mną tyle czasu, bo mu na mnie zależało tylko dla tego, że musiał. Był na mnie skazany. Ale skoro jestem herosem to musze mieć boskiego rodzica. Pomyślmy. Zeus, nie bo nie lubie latać samolotem i mam potem torsje. Posejdon, lubie wode, ale nie umiem pływać. Hades, cóż... nie jestem otwartą osobom, ale raz gdy byłam pod ziemią w kopalni u taty, strasznie panikowałam i płakałam. Po protu panicznie się bałam. Potem spadła na mnie kupa gruzu i cudem uszłam z życiem. Atena, na pewno nie. Jestem po prostu beznadziejna w uczeniu się, a moją jedyną dobrą oceną jest jedna piątka z historii ze Starożytnej Grecji. Po czym i tak pani powiedziała, że na pewno ściągałam. Tak to same dwójki i jedynki, czasem nawet trójki. Afrodyta, na pewno nie! Nie jestem ładna i zachowuje się jak chłopak, zdaniem innych. Hefajstos, nie! Ja potrafie niszczyć, a nie tworzyć. Apollo, jestem beznadziejna w tworzeniu wierszy, śpiewaniu i tak dalej. Artemida, nie, ona nie ma dzieci. Dionizos, chyba nie. Raz po wypiciu kieliszka wina wymiotowałam przez kilka godzin. Demeter od razu wykluczyłam, bo przyroda mnie nie lubi. Persefona to samo. Hermes, nienawidze podróżować. Potem mam jakąś grype czy inną chorobę przez którą jestem przykuta do łóżka, gdy inni się bawią. Ares, raczej też nie. Nie jestem agresywna. Hestia, ona jest łagodna i spokojna, a jak już napomniałam ja wręcz przeciwnie. Ale skoro nie jestem dzieckiem żadnego z bogów to kim? Zachciało mi się płakać. Może jakimś potworem. Dzieckiem cyklopa lub stwora z Tartaru. Z zadumy wyrwał mnie dziewczęcy głos.

Prolog

  Niektórzy uważają, że ściągnęłam ten pomysł z innego bloga. Otóż jeśli nawet tak myśleliście ( choć raczej jest to nie prawdziwe ) to bardzo Was i autorkę tamtego bloga przepraszam. Nie chciałam nikogo urazić lub zezłościć. Dlatego również kompletnie zmieniłam Prolog i mam nadzieję, że zadowoli to osoby, które uważają, że to nie właściwe. Jeszcze raz przepraszam i życzę miłego czytania. ;)

Prolog

Zawsze kiedy szłam sobie po ulicach wyobrażałam sobie inny świat. Chciałam, aby tak było naprawdę, ale niestety nie było. Miałam tylko swoją wyobraźnię. Lecz czasem nawet ona mnie wiodła trochę za daleko. Gdy przeczytałam ostatnią część mojej ulubionej serii książek, zaczęłam sobie wyobrażać jej bohaterów stojących obok mnie na ulicach. To niekoniecznie było przyjemnie, gdy zaczepiałam obcą osobę na ulicy, a ta mówiła mi, że jeśli się nie odczepię zadzwoni po policję. Zresztą w szkole też mieli mnie za dziwaczkę. Chciałam, aby to się skończyło. Nie miałam ochoty, żeby rodzice kolejny raz odbierali mnie z aresztu, bo zaczepiałam ludzi. Najbardziej jednak widywałam mojego ulubionego bohatera. Miał czarną czuprynę i ciemne tajemnicze oczy. Nie mogłam się pogodzić z jego losem w książce dlatego też często wyobrażałam go sobie jako innego człowieka. Moi rodzice nawet umówili mnie na jakieś specjalne zajęcia, ale i tak na nie nie chodziłam. Raz, gdy poszłam do parku zaczepiłam jakiegoś blondyna. Zaczął na mnie krzyczeć, a ja po prostu już nie wytrzymałam i się popłakałam. Strasznie się chłopak zakłopotał. Gdy potem wracałam do domu zaczął padać deszcz i wróciłam cała mokra do domu. Działo się tak kilka razy z rzędu. Miałam tego serdecznie dość, zwłaszcza po ostatnim razie.